Wieczność vs chwila

       Spójrzmy na dwa utwory, czyli  wiersz C. Norwida „Jak…” oraz tekst ”Nie dzwoń do mnie, mała” będący hitem Skolima. Paradoksalnie zderzenie tych  dwóch różnych  światów kultury pozwala wyraźnie dostrzec ich cechy.

Oba utwory mówią o relacjach, komunikacji i odrzuceniu, robią to w całkowicie odmienny sposób. Norwid operuje niedopowiedzeniem, wysublimowaną metaforą i impresyjnym obrazem, stawia na niedopowiedzenie, subtelność i intymność. Komunikacja między kobietą i mężczyzną jest  jest głęboka, pełna szacunku i delikatności.

Z kolei w hicie Skolima jest bezpośredniość, hałas i dosłowność. Narzędziem komunikacji staje się telefon. Przekaz jest prosty, rymowany pod rytm imprezowy, pozbawiony metaforycznej głębi. A stosunek do drugiej osoby?

U Norwida druga osoba jest traktowana z ogromnym pietyzmem. Nawet chwila niezrozumienia czy odejścia jest opisana jako zjawisko piękne i naturalne (jak lot jaskółek). Istnieje tu przestrzeń na tęsknotę i melancholię.

Współczesny hit inaczej prezentuje relacje,  mają one charakter użytkowy i powierzchowny. Podmiot liryczny stawia twarde granice („nie dzwoń do mnie”), odcina się od dawnej relacji, ponieważ teraz bawi się w klubie. Druga osoba zostaje porzucona na rzecz zabawy i sukcesu.  Język utworu Norwida  poetycki, pełen zawiłych metafor, wymaga od odbiorcy skupienia, intelektu i wrażliwości.

Dzisiejszy przebój  jest napisany językiem potocznym, slangowym, klubowym. Tekst jest powtarzalny, nastawiony na łatwe zapamiętywanie i rozrywkę.

Kolejny obszar przeciwieństw stanowi styl bycia bohaterów tekstów:  u XIX wiecznego poety  relacja damsko- męska jest  subtelna,  a rozstaniu w atmosferze ciszy, natury, towarzyszy melancholia, intymność słów.  Z kolei dzisiejsze zerwanie kontaktu jest głośne, odrzucenie  odbywa się w  klubowym  hałasie, podczas tańca,  w otoczeniu blichtru.  Podkreślić warto ewolucję relacji międzyludzkich na przestrzeni epok. U Norwida trudne emocje podmiotu lirycznego  (ból, odrzucenie, brak porozumienia) zostają przekształcone w sztukę i piękno. Norwid porównuje bolesne doświadczenie do zapachu akacji lub lotu jaskółek. Negatywny efekt zostaje uduchowiony i wpisany w naturalny porządek świata. Podmiot liryczny nie ucieka od emocji, lecz je uszlachetnia. Z kolei w hicie Skolima podmiot liryczny leczy zranione ego poprzez ostentacyjne pokazywanie swojego sukcesu i atrakcyjności w klubie. Duma bohatera potrzebuje publiczności i zewnętrznego blichtru, aby zamaskować ewentualny ból po rozstaniu. Bohater piosenki klubowej radzi sobie z sytuacją poprzez odcięcie emocjonalne oraz dewaluację partnerki (nazywanie jej lekceważąco „małą”, ignorowanie jej prób kontaktu). Bodźce dźwiękowe i wzrokowe w klubie służą jako ucieczka przed konfrontacją z własnym wnętrzem.

Czas i przestrzeń  tekstów też  sytuuje się w opozycji: wieczność vs chwila (Carpe Diem). Przestrzeń u Norwida Jest otwarta, organiczna, powiązana z naturą (fijołki, akacje, jaskółki). Czas płynie wolno, pozwala na kontemplację. Chwila nieporozumienia zostaje rozciągnięta w nieskończoność, zyskując wymiar uniwersalny. Zaś  w piosence Skolima przestrzeń  jest zamknięta, sztuczna (klub nocny, światła dyskotekowe). Czas pędzi – liczy się tylko „tu i teraz”, najbliższy bit, kolejna impreza. Relacje trwają tyle, ile trwa popularność sezonowego hitu.

 Ewolucji ulega problem  bliskości: od sacrum do produktu. Wiersz „Jak…” pokazuje relację jako tajemnicę (sacrum). Drugi człowiek jest zagadką, do której podchodzi się z drżeniem i ostrożnością. Brak słów jest tu najwyższą formą szacunku dla tej tajemnicy. W piosence Skolima odzwierciedlona jest  kultura  płynnej nowoczesności (profanacja relacji). Druga osoba bywa traktowana jak produkt w aplikacji randkowej – gdy przestaje pasować do aktualnego nastroju lub statusu, zostaje „zablokowana” (stąd zakaz dzwonienia). Komunikacja smartfonowa zastępuje realną bliskość. Norwid pisze o trudzie spotkania, które wymaga ciszy i dojrzałości. Skolim  ukazuje łatwość rezygnacji, która wymaga hałasu.

Rola kobiety w obu utworach pokazuje ewolucję od romantycznego, niemal sakralnego ideału do współczesnego, skonsumowanego i uprzedmiotowionego wizerunku w kulturze masowej. Kobieta u Norwida to  nietykalne sacrum i Inspiracja. Wiersz „Jak…” (będący częścią cyklu dedykowanego m.in. kobietom z wyższych sfer, jak Maria Kalergis) stawia kobietę na piedestale, choć jej obecność jest subtelna i nienazwana wprost. Kobieta u Norwida to nie obiekt fizycznego pożądania, ale duchowy partner lub nieosiągalny ideał. Jej zachowanie – nawet jeśli rani podmiot liryczny – jest pełne gracji. Jest władczynią emocji.  Kobieta  z wiersza Norwida Jest symbolem tajemnicy, której nie wolno spłycić ordynarnym słowem. Z kolei kobieta w hicie  Skolima to  „mała” do zastąpienia i zagrożenie dla ego. W świecie disco-polowego i klubowego hitu Skolima rola kobiety ulega drastycznemu spłyceniu, stając się elementem tła dla sukcesu mężczyzny. Uprzedmiotowiona i zdrabniana. Sam zwrot językowy „mała” infantylizuje kobietę. Odbiera jej podmiotowość i stawia w pozycji kogoś mniej ważnego, kogo można pouczać lub ignorować. Jest  natrętem, dzwoni, szuka kontaktu, prawdopodobnie żałuje rozstania lub próbuje wyjaśnić sytuację. Jest przedstawiona jako zakłócająca zabawę i burzy męski spokój w klubie. Jej wartość jest mierzona tym, jak bardzo podbija atrakcyjność podmiotu lirycznego w oczach innych. Reasumując,  u Norwida kobieta jest muzą, która uduchowia mężczyznę poprzez ból i piękno niedopowiedzenia. U Skolima kobieta staje się produktem w świecie szybkich relacji – jeśli nie pasuje do radosnego „tu i teraz”, zostaje odrzucona na rzecz budowania męskiego kultu sukcesu.

To zestawienie tekstów pokazuje, jak zmienia się nasza kultura oraz jak narzędzia komunikacji kształtują nasze myślenie. Oto najważniejsze lekcje o języku, jakie płyną z tego zderzenia tekstów różnych epok i stylów. Kontekst kulturowy decyduje o wartości słowa. To samo zjawisko (rozstanie, brak porozumienia) opisane w XIX wieku wymagało języka skomplikowanego, pełnego niuansów, aluzji i metafor. Współczesna kultura masowa (reprezentowana przez disco-polo) wymaga języka uproszczonego.  Współczesny język użytkowy dąży do skrótu i ekonomii. Współczesność porzuca wieloznaczność na rzecz jednoznacznych haseł (sloganów), które łatwo zapamiętać i powtórzyć (np. w formie hashtagu czy krótkiego filmiku w social mediach). Zachodzi tu zmiana definicji „hałasu” i „ciszy”. Dla Norwida cisza i milczenie były najwyższą formą komunikacji i wyrazem klasy (szacunku do tajemnicy drugiego człowieka). W języku Skolima (i współczesnej popkultury) cisza jest traktowana jako błąd systemu, „foch”, nuda lub zerwanie kontaktu (brak odpowiedzi na wiadomość). Język popkultury panicznie boi się ciszy. Musi być głośny, rytmiczny i powtarzalny, aby utrzymać uwagę odbiorcy, która dzisiaj – w erze smartfonów – jest bardzo krótka.

Język Norwida był elitarny – pisany dla wąskiego grona odbiorców potrafiących odczytać kody kulturowe. Język Skolima jest skrajnie demokratyczny (egalitarny) – celowo używa potocznych zwrotów, zapożyczeń i slangu, by zatrzeć wszelkie bariery między twórcą a słuchaczem.

Język nie jest stały – jest żywym lustrem epoki. Norwid pisał dla świata, który miał czas na kontemplację, czytanie wielowarstwowych tekstów i celebrowanie emocji. Skolim tworzy język dla świata instant, w którym relacje buduje się i zrywa jednym kliknięciem, a sztuka ma przede wszystkim dostarczać szybkiej rozrywki i redukować stres. Żaden z tych języków nie jest „gorszy” – każdy z nich idealnie spełnia swoje zadanie w świecie, dla którego powstał.

 Zaproponowane  tu kontrowersyjne zestawienie dwóch różnych przekazów kulturowych  służy refleksji na temat mechanizmów zmiany języka z głębokiego na powierzchniowy. Współczesny świat odchodzi od trwałych, głębokich relacji (które wymagały trudu i skomplikowanego języka) na rzecz relacji „instant”. Dziś partnerów często traktuje się jak produkty, a smartfon pozwala na natychmiastowe „usunięcie” kogoś ze swojego życia jednym kliknięciem (czyli skolimowskie „nie dzwoń do mnie mała”). Kultura masowa celowo upraszcza znaki i symbole, aby odbiorca nie musiał tracić czasu na interpretację (w przeciwieństwie do poezji Norwida, która zmusza do myślenia). Lingwistyczne analizy disco-polo i popkultury udowadniają, że teksty muzyki tanecznej nie są „prymitywne”, ale stanowią specyficzny kod językowy, który operuje bardzo konkretnymi, uproszczonymi metaforami sukcesu, zabawy i relacji damsko-męskich. Dokładnie tak, jak robi to Skolim. Język potoczny i piosenkowy staje się coraz bardziej „ekonomiczny” – odrzuca ozdobniki, dąży do hasłowości i bezpośredniości, ponieważ współczesny człowiek żyje w ciągłym pośpiechu i szumie informacyjnym.

Norwid krytykował w swoich utworach to, że  ludzie zaczynają traktować słowo zbyt lekko, rynkowo i powierzchownie. Przepowiadał, że rozwój cywilizacji przemysłowej i prasy (dzisiejszych mediów społecznościowych) zabije ciszę, tajemnicę i doprowadzi do „głuchego gadania”, w którym nikt nikogo nie słucha. Norwid 150 lat  wcześniej przewidywał  problemy współczesnego człowieka (alienacji, powierzchowności relacji) i przestrzegał przed tym.

Bezpośrednie zestawienie wiersza Norwida z piosenką Skolima jest eksperymentem myślowym służącym do wskazania mechanizmów kulturowych  – czyli o ewolucji języka miłości, uproszczeniu kultury i specyfice muzyki tanecznej. Teksty disco polo  dziś analizowane są jako  pełnoprawny kod kulturowy. Z kolei w refleksji socjologicznej relacja w hicie Skolima  jest przykładem  „związków-kieszonkowych”, które można łatwo nawiązać, ale też natychmiast schować (lub zablokować w telefonie), gdy stają się niewygodne. A współczesny język randkowy upodobnił się do języka rynku – partner staje się produktem, a duma opiera się na sukcesie ekonomicznym i wizerunkowym.  Z kolei krytycy „kultury instant” i obrońcy poezji  piszą o wartości  relacji osób ukazywanej na przykład  w tekście  Norwida,  i o tym, co tracimy przez współczesny hałas. Tracimy zdolność do operowania metaforą i bardzo boimy się językowej ciszy oraz niedopowiedzenia.

To zestawienie tekstów prowadzi do wniosku, że przejście od norwidowskiej metafory do skolimowskiego bitu to nie przypadek, ale efekt uboczny technologicznego i rynkowego tempa naszego życia. Cyprian Norwid uchodził za jednego z najsurowszych krytyków dziewiętnastowiecznego blichtru, snobizmu i materializmu.

Tagi: Cyprian Norwid „Jak…”,  Konrad Skolimowski, Król Latino,  Skolim „Nie dzwoń do mnie, mała”,  disco-polo, latino,  kultura instant.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *